Dwa oblicza Kasprowego

Dwa oblicza Kasprowego

Po słowackich Tatrach przyszedł czas na Zakopane i polskie Tatry. Skitoura miała być podzielona na dwie części. Łatwiejszą – rozgrzewkową, oraz trudniejszą z noclegiem w schronisku. Miała być i była ale druga część tourowania skróciła się z uwagi na dość niekorzystne warunki panujące w wyższych partiach Tatr.

Pierwszego dnia – samotnie wystartowałem z Kuźnic, żółtym szlakiem na Przełęcz Między Kopami. Do wysokości ok 1300 mnpm śniegu było jak na lekarstwo,  w lesie szlak wyglądał jak zamarznięty strumień. Z nartami na plecach dotarłem do wysokości gdzie już można było założyć narty. Piękna pogoda, słonecznie i bezwietrznie – to jest to co w górach należy docenić. Po dotarciu do Murowańca śniegu było już całe mnóstwo. Wtedy zaczęło się delektowanie krajobrazem i improwizacja w podążaniu na Kasprowy. Trochę gorzej zaczęło być po pokonaniu dolnej stacji kolejki w kotle Gąsienicowym, gdzie wierzchnia warstwa śniegu pokryta była lodem a strome podejście powodowało, że bez harszli nie szło się wspinać. Wybrałem inny wariant, podszedłem jeszcze ze 100 metrów w pionie ale w pewnym momencie nawet nartostrada była zbyt śliska. Stwierdziłem, że mam dość rzeźbienia:) Odpiąłem narty, założyłem raki i tak pokonałem ostatni odcinek podejścia. Na Kasprowym oczywiście jak na Krupówkach – tłum, ale w większości, „turyści”, którzy wjechali kolejką i nią zamierzają zjechać. Na górze nie zabawiłem zbyt długo, zdjąłem foki i przez Hale Goryczkową zjechałem do Kuźnic.

Kolejny dzień, już z Rafałem musieliśmy przeplanować. Wichura, która w nocy nie dawała nam spać niestety nie ustała. Porywy wiatru dochodzące do 140km/h skutecznie zmieniły moje nastawienie do pójścia w wysokie partie gór. Postanowiliśmy, że będziemy improwizować. Wystartowaliśmy znowu w Kuźnicach, tym razem w kierunku kotła Goryczkowego i Hali Kondratowej. Było ciepło ale bardzo wietrznie. No dobra – wiał Halny. Droga z Kuźnic do schroniska na Hali Kondratowej była fatalna. Mokry, brudny, topniejący śnieg wymieszany z gałęziami, szyszkami nie był dobry do turowania. W takich warunkach dotarliśmy do Schroniska i tam moja głowa przestawiła się w tryb „rozwagi”. Mimo, że Rafał miał ochotę, ja kategorycznie nie dopuszczałem do głowy wdrapywania się na Kopę Kondracką czy nawet na Kondracką Przełęcz. Poszliśmy kawałek w kierunku Przełęczy pod Kopą Kondracką ale w pewnym momencie powiedziałem – enough. Rafał wspiął się jeszcze kawałek do góry a ja zjechałem do schroniska. Super zjazd i fajna atmosfera w schronisku otworzyły mi głowę na tyle, że po chwili zrobiliśmy jeszcze mały kawałek w kierunku Giewontu, potem zjazd i przecinka do Kotła Goryczkowego. Może jednak wdrapiemy się na Kasprowy – pomyślałem. Tutaj pojawił się mój uśpiony zmysł zdobywcy. Mimo wiatru, który powodował, że miejscami musieliśmy prawie klękać aby nas nie wywrócił – kierowaliśmy się zawianą nartostradą do góre. Wrzucając szybki bieg – mijaliśmy kolejnych skiturowców, którzy mieli podobny plan do naszego. Kilku wariatów mieliśmy w polu widzenia. Gdyby nie wiatr, pogoda byłaby świetna. Słońce i delikatne chmury. Końcówka podejścia, ostro pod góre. Miejscami zero przyczepności, ale dałem radę bez harszli:). Po dotarciu na Kasprowy, oczywiście pocałowaliśmy klamkę. W sumie to czego się spodziewaliśmy – wiatr taki, że wszystkie możliwe drogi dotarcia na góre (wyciągi) były unieruchomione. Po chwili odpoczynku, przyklejeni do ściany górnej stacji kolejki, by choć trochę osłonić się od wiatru, zdjęliśmy foki i zaczęliśmy powrotny zjazd. Wiało tak mocno, że miejscami trudno było utrzymać równowagę. Szczęśliwie dotarliśmy do Kuźnic i bezpiecznie wróciliśmy tego samego dnia do Warszawy:)

 

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *